Ostatni lot skowronka
Spacerując w dniu Święta Zmarłych po oleskim cmentarzu komunalnym niejeden przystął w rogu tej nekropolii obok charakterystycznego grobu przy którym umieszczono samolotowe śmigło a pomnik zdobi fotografia człowieka w czapce lotnika. Józef Borzęcki emeryturę postanowił spędzić w Oleśnie. Kupił stary dom młynarza, przywiózł z Wrocławia budowane samoloty i wojenną amfibię volkswagena, znana z występów w wielu filmach polskich i zagranicznych. Łączyły nas zainteresowania lotnicze, zagadnienia medycyny naturalnej oraz zdrowa żywność i ekologia.
Józef Borzęcki urodził się w l928 roku w Olszanach k. Starego Sącza. Jego Matka, pełna pokory i Ojciec - człowiek głęboko myślący, obdarzali małego Józka miłością tworzącą atmosferę bezpieczeństwa i wolności. To Ojciec wzbudził w pięcioletnim chłopcu wyobraźnię i zainteresowanie lataniem, opowiadając o słynnym locie Stanisława Skarzyńskiego przez Atlantyk w l933 r. Przedwojenna atmosfera kultu dla lotnictwa, docierała do każdego zakątka odrodzonej Polski. Lotnicy byli bohaterami mityngów i legend. Wzrastało zapotrzebowanie na rodzimych konstruktorów. Czternastoletni Józef, zamiast nauki w wy-marzonej szkole lotniczej w Austrii, spędził cztery lata pod okupacja niemiecką, doznając głodu, ciężkiej pracy w fabryce, nieludzkich upokorzeń, strachu i buntu. W l945 roku, po wyzwoleniu z okupacji hitlerowskiej, przyjechał do Wrocławia i rozpoczął naukę w Technikum Mechanicznym, uzyskując dyplom technika konstruktora silników spalinowych. W l947 odbył szkolenie szybowcowe w Aeroklubie Wrocławskim. W l951 roku rozpoczyna pierwsze obliczenia i wykonuje eksperymentalne modele. W bibliotece, sięgając do rosyjskojęzycznych pod-ręczników techniki lotniczej... poznaje swoją przyszłą żonę Anielę Plucińską, urodzoną w Nieswieżu, znającą rosyjski. W grudniu l952 r. żeni się, w l953 urodziła się córka Elżbieta. Małżeństwo przeprowadza się, wraz z rodzicami żony, do nowego mieszkania. Tam zaczyna powstawać pierwsza konstrukcja. W l960 następuje próbny start pierwszego motoszybowca "Stratus". W l967 drugi motoszybowiec "Cirrus", a konstruktor otrzymuje honorowe wyróżnienie "Błękitne Skrzydła" od redakcji tygodnika "Skrzydlata Polska". W konkursie prasowym na "Dobre Dzieło" zostaje wytypowany przez mieszkańców Wrocławia do "Wielkiej Dwudziestki Laureatów". W l969 motoszybowiec "Cirrus" uznano za "Wrocławskie Dzieło" tego roku. Trzecią konstrukcją, też oblataną, był "Altostratus". W 1974 Telewizja Wrocław wyemitowała film pt. "Cirrus". W tym czasie Jozef Borzęcki staje się inicjatorem Klubu Amatorów Konstruktorów i współorganizatorem amatorskich zlotów lotniczych. Prasa krajowa i czasopisma zagraniczne publikowały dziesiątki wywiadów a także artykuły problemowo-techniczne i przygodowe jego autorstwa. W l980 Wydawnictwo Ossolineum wydało jego autobiograficzną książkę pt. "Na własnych skrzydłach". Do zainteresowań lotniczych dołącza treści ekologiczne, związane z medycyna naturalna, a filozoficzny krytycyzm wobec meandrów kultury Zachodu oraz zmęczenie jałowością i ciasnotą życia miejskiego powodują, ze wybiera na miejsce zamieszkania ciche *Olesno Śląskie*. Tam projektuje i buduje czwartą ultralekką konstrukcję nazwaną "Skowronek-JB-4". Jesienią, 29 października 1989 roku, w obecności córki Elżbiety, "Skowronek", wykonał kilka pomyślnie zakończonych startów i lądowań.
Rok później, 14 października l990 roku, odbył swój ostatni lot. Z wysokości 200 m. podczas schodzenia do lądowania, nastąpiło złamanie dźwigara lewego skrzydła, zginął śmiercią lotnika wspaniały Człowiek, mój wielki Przyjaciel. Konstruktorzy amatorzy nazywali Go Ojcem lotnictwa amatorskiego, a w kontaktach koleżeńskich polskim Leonardo da Vinci. Od l994 roku "Altostratus", jako jedyna zachowana konstrukcja Józefa Borzęckiego, został przekazany do Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie.
Nie wszystkim było na rękę jego hobby. Na dodatek w swoich konstrukcjach montował silniki VW, sam uwielbiał przejażdżki amfibią, też konstrukcji VW. W 1969 r. "nieznani sprawcy" niszczą motoszybowiec, który zostaje jednak odbudowany i dalej eksploatowany. Od 1971 motoszybowiec był hangarowany w Aeroklubu Wrocławskiego, gdzie w 1972 r. znowu "nieznani sprawcy" niszczą Cirrusa, tym razem doszczętnie. Zważywszy że działalność konstruktora została ujawniona przez artykuł prasowy w 1968 r., nietrudno się domyśleć z jakich kręgów wywodzili się ci "nieznani sprawcy".
Konstruktorowi, jak wspomina wdowa po nim, przyświecały trzy motta:
"Pragnienie posiadania skrzydeł rodzi się z poczucia niewoli"
"Każdy lot daje złudzenie wolności"
"Budując samolot mam wrażenie, że przecinam kraty więzienne"
W Oleśnie (od 1979) poznaje wielu życzliwych ludzi. Chętnie oprowadzał mnie po swoim nowym gospodarstwie, urządzonym na bazie starego młyna wodnego przy ul. Opolskiej. Snuł kolejne plany na dalsze lata. Jako emeryt, w bardzo trudnych, kryzysowych warunkach buduje swoją czwartą konstrukcje. W l990, podczas próby lotu na wysokości 200 m, uległo złamaniu lewe skrzydło. Rok przed tragicznym lotem napisał refleksyjny i wieszczy wiersz pt. "Ostatni lot". Jeden z przyjaciół wspomina: -/ Z korespondencji i rozmów telefonicznych z konstruktorem dowiedziałem się, że w czasie pomiaru tzw. "strzałki ugięcia" (obciążanie skrzydła równomiernie rozłożonymi woreczkami z piaskiem i mierzenie stopnia ugięcia skrzydła celem potwierdzenia wyliczeń wytrzymałościowych) skrzydło oparło się o podpórkę mającą zapobiec nadmiernemu ugięciu. Nastąpiło skumulowanie naprężeń w jednym punkcie i dźwigar uległ uszkodzeniu. Po długich duchowych rozterkach zimą 1989 roku spowodowanych niemożnością zdobycia odpowiedniej jakości wysezonowanego poprawnie drewna lotniczego, konstruktor zdecydował się na naprawę dźwigara poprzez sklejenie. Użył do tego wysokiej jakości kleju lotniczego sprowadzonego przez jednego ze znajomych pilotów aż z Kanady. Po naprawie dźwigara "Skowronek" był oblatany latem 1990 r. W październiku tego samego roku, wg przypadkowych świadków zdarzenia, w czasie kolejnego lotu Skowronek przelatywał nad zadrzewionym, wilgotnym parowem położonym pośród skoszonych już pól w okolicy Olesna. Nagle napotkane silne turbulencje powietrza spowodowały przeciążenie i pękniecie skrzydła z jego konsekwentnym złamaniem w wyniku nagle zwiększonej prędkości opadania. Tak zakończył życie nestor polskiego lotnictwa amatorskiego i mój serdeczny Przyjaciel. Jedynym pocieszeniem jest to, że przed śmiercią spełnił trzy swoje największe marzenia z którymi się ze mną niejednokrotnie dzielił: /
/ Udowodnił że w amatorskich, domowych warunkach, przy pomocy prostych narzędzi i wiedzy z zakresu szkoły średniej można poprawnie zbudować i oblatać rozmaite typy motoszybowców. To była jego propozycja dla sfrustrowanej i znudzonej życiem młodzieży odciągającą ją od pijaństwa, chuligaństwa i narkotyków. /
/ Doprowadził (wraz z innymi członkami KAK-u) do zalegalizowania ruchu amatorstwa lotniczego w kraju./
Józef Borzęcki pochowany jest na cmentarzu w Oleśnie Śląskim a do krzyża - zgodnie z Jego życzeniem - ma przybite jedno z własnoręcznie przez któregoś z nas wykonanych śmigieł.
Inna z wersji, tłumaczących wypadek, Tomasza Ogieniewskiego:
/ Miałem okazję rozmawiać o tej konstrukcji i jej tragicznym końcu z p. Józefem Zielezińskim, (kiedyś IKSCP w Bielsku-Bialej). Wg p. Zielezińskiego sytuacja była taka:/ - /Po sklejeniu dźwigara, przy pierwszych lotach konstruktor odebrał wrażenie "wyraźne drgania płata". Przypisał to termice i związanej z nią turbulencji./ - /Do złamania płata doszło w czasie wykonywania łagodnego zakrętu w warunkach daleko odbiegających do tych, które mogą spowodować niszczące działanie na strukturę płata. / - /Złamanie płata nastąpiło dużo niżej niż 200 metrów, prawdopodobnie było na wysokości 30-50 metrów. /- /Nie było medycznego zabezpieczenia na wypadek ewentualnej katastrofy (karetki reanimacyjnej w miejscu oblotu nie było)./ /Niestety, stwierdzić wypada iż p. Józef Borzęcki nie zapoznał się z historycznymi materiałami odnoście wytrzymałości dźwigara rurowego i praktycznej jego nie przydatności w konstrukcjach lotniczych z uwagi na złą odporność dźwigara rurowego na działanie sił skręcających./
14 października 1990 r warunki atmosferyczne były sprzyjające do oblotów. W słońcu i cieple odbywał się ostatni lot "Skowronka", który nagle zniknął z nieboskłonu, i z oczu obserwatorów wydarzenia.
Roch Antkowiak




